Na ten post zarezerwujcie sobie caaaały wieczór. .hehe…Minął miesiąc od naszego powrotu z rewelacyjnych wakacji w Polsce, o których jeszcze napiszę w osobnym poście. Na razie zastanawiam sie jak okroić materiał tekstowy i graficzny, a to uwierzcie nie lada wyzwanie. Póki co opowiem Wam o tym gdzie na początku sierpnia zawiozły nas koła niezawodnej Roadkingowni. Tym razem celem był festiwal w Chicago w urokliwym Grant Park nad samym jeziorem Michigan. Festiwal o nazwie Lollapalooza odbywa sie co roku i zawsze gości gwiazdy największego kalibru. W tym roku były to kapele Radiohead, Nine Inch Nails, Rage Against the Machine, Wilco, The Black Keys jak rownież wiele gwiazd, które dopiero zaczynają świecić, a ich twórczość jest dla nas cennym odkryciem. Ale teraz trochę o trasie jaką przemierzyliśmy do celu. Wtorek-Dzień Pierwszy i Pierwsza Stacja to Niagara Falls po stronie kanadyjskiej. Na granicy od razu negatywne wrażenie. Celnicy kanadyjscy nie lubią zamaskowanych motocyklistów jeżdżących na customizowanych bike’ach…hmmm ciekawe dlaczego???
. Musieliśmy zjechać na boczek i byliśmy przeszukiwani. Ja o mało nie zostałam oskarżona o posiadanie narkotyków (czytaj witaminy, które nie chcąc zabierać całego pudła, przesypałam do małego woreczka…). Ostatecznie nie znaleźli tego czego szukali czyli broni ostrej, broni palnej, dragów i tym podobnych….Najważniejsze udało nam się wjechać na teren Kanady, a Niagara w całej swej okazałości już na nas czekała.

Wodospad jak to wodospad nic szczególnego………żartuję…Niagara jest suuuuper…ponieważ z okna rozpościerał sie nam widok na tę spadającą w przepaść masę wody mogliśmy ją podziwiać w ciągu dnia, oświetloną w nocy i o świcie. Specjalnie ustawione fotele w stronę okna z podnóżkami zachęcały do spędzenia całego dnia i wieczoru w hotelu, ale my oczywiście skorzystaliśmy ze spaceru po pięknym parku nad samym wodospadem. Późnym wieczorem odwiedziliśmy również kasyno. Na drugi dzień trzeba było już uciekać dalej. Niestety w środę z hotelu wyjechaliśmy w kondonach bo padał deszcz. Jechaliśmy jak zmokłe kury przez pół dnia. Następne pół było już pięknie. Cieszyliśmy się jak Głupi i Głupszy z faktu, że zbliżamy się z powrotem do Stanów (Stany czyli czytaj: oznakowane zjazdy na stacje benzynowe, tanie jedzenie i picieeee…i tak dalej). Drodzy Koledzy z Kanady! Strasznie u Was drogo. Tak a’propos przejeżdżaliśmy niedaleko Londynu. Gdyby nie to, że deszcz ustępował i że czas nas gonił pewnie wstąpilibyśmy do Was na piwko.
Stacja Druga to hotel gdzieś nad jeziorem Erie juz po stronie amerykańskiej. Uwaga uwaga: celnicy amerykańscy nas nie przeszukiwali…hurra…Czekało nas późne spanie i wczesne wstawanie żeby zdążyć na festiwal rozpoczynąjacy się w piątek. Czwartek to głównie jazda wzdłuż jezior Erie i Huron. Wypada trochę powiedzieć na temat tych jezior. Otóż są piękne niczym morze. Fale, piaszczyste wybrzeże, blękitna woda i lasy biegnące wzdłuż. Również mnóstwo ośrodków wypoczynkowych. Stacja trzecia to około 100 mil do Milwaukee. Znowu późne spanie i wczesne wstawanie. Dzień czwarty to już piątek czyli festiwalu dzień pierwszy, a tu jeszcze 200 mil do Chicago. Po drodze, w Milwaukee trzeba było odwiedzić Dom Harleya. Parę koszulek, rzut okiem na modele z serii 105-rocznicówek i dalej w drogę. Szybki check-in do hotelu, szybki prysznic i szybko na koncert. Szybko, szybko…Ufff. Jesteśmy zmęczeni, ale dajemy radę. Odpoczniemy na festiwalu……..akurat….gdy dotarliśmy do głównego wejścia byłam w szoku. Niezliczona masa przepychających się, rozwrzeszczonych ludzi. Pierwsze wrażenie: “co ja tu robię?”. Ale drugiego dnia czułam się już jak u siebie w domu. Sama sie przepychałam, wrzeszczałam i bawiłam jak każdy kto znalazł się na Lollapaloozie.

Pochwała należy się organizatorom, przy takiej masie ludzi wszystko miało ręce i nogi. Cały Grant Park został ogrodzony i obwarowany ochroniarzami, aby na festiwal nie dostały się osoby bez biletu. Scen bylo 8. Ogólnie dla każdego coś miłego. Newet dzieci miały swoje miejsce. Była również sekcja pod nazwą “Hamakowe Niebo” gdzie w cieniu drzew można było odpocząć na hamaku. Nie da się ukryć, że upał był niesamowity i z ludzi lał sie pot, ale zimne piwo studziło ciała, a dusze delektowały się muzyką..
W środku parku znajduje się przyciągąjacą turystów z całego świata fontanna Buckingham. Park nad samym jeziorem jest wspaniałym miejscem wypoczynku dla mieszkanców i przyjezdnych-pod warunkiem, że nie ma tam festiwalu. Oprócz Grant Parku, tuż obok jest park Millenium gdzie znajdują się różne rzeźby i budowle zaliczane do dzieł sztuki.

Trzy dni festiwalu zleciały jak z bicza. W jednym miejscu zostaliśmy naładowani dawką dobrej muzyki, słońca, oparów trawy…hehe…(istny Amsterdam) oraz fluidami płynącymi od innych, dla których muzyka jest ważną częścią życia. Festiwal był dla nas świetną okazją do odkrycia nowych artystów….. już wiemy na jakie koncery w NY wybierzemy sie zimą.
W poniedziałek po wstaniu prysznic, pakowanko bagaży i do domu. Wyjechaliśmy w południe, do domu dojechaliśmy przed 6tą rano. Jak zsiadłam z motocykla wypowiedziałam jedno zdanie “ nie chcę żyć” i padłam na łóżko. Z kolei Sylwester czuł się jakby przejechał dopiero 5 mil…moja diagnoza : ze zmęczenia wysiadła mu opcja: “zmęczenie”….Musieliśmy dać taki wycisk bo goniła nas chmura. Dzień jazdy dlużej (jak wstępnie planowaliśmy wracać) i musielibyśmy Pennsylvanię przemierzać w lateksach.
Przez dwa miesiące na stronie nic się nie działo, więc teraz proszę bardzo macie wpis, jeden a porządny, nastepny będzie jeszcze dłuższy…
.
Pod następującym linkiem Great Lakes 2008 znajdują się nasze fotki z wyprawy, a poniżej przedstawiam Wam link na oficjalną stronę Lollapaloozy gdzie na własne oczy możecie zobaczyć co działo się na festiwalu. Klikajcie i oglądajcie. Polecam!
Oficjalna Galeria Lollapalooza 2008
Pozdrowiska
Kicia











Zostaw komentarz »