hd-motormania.com:

Wybierz kategorię:

Mon
26
Jul '10

Wyprawa do West Virginii

Od czego zacząć gdy tyle jest do opowiedzenia? Wyjazd do West Virginii nie mógł być bardziej udany. Pogoda wymarzona z wyjątkiem powrotu i nieznośnego upału, który nam towarzyszył. Krajobrazy zapierające dech w piersiach. Dla nich tylko warto było przejechać tyle mil. Ludzie przemili, choć obcy to jakby znajomi, tacy jakich nie sposób spotkać w naszym przeklętym kotle.
Zanim przejdę do gwoździa programu naszej wyprawy koniecznie muszę wspomnieć miejsca, które obraliśmy sobie za przystanki po drodze do celu. Pierwszy stop to Gettysburg, PA-miasto, w którym w czasie wojny secesyjnej rozegrały sie historyczne wydarzenia. Warto bylo zaliczyć wycieczkę w muzeum narodowym -pięknie utrzymanym, bogatym w cenne eksponaty centrum turystycznym i zaczerpnąć trochę lekcji historii Stanów. Oprócz muzeum, mogliśy doświadczyć scenę walki dzięki Cykloramie, jak Panorama Racławicka we Wrocławiu. Wieczór wcześniej czyli dzień, w którym dotarliśmy do Gettysburga spędziliśmy w klimatycznym pubie w samym centrum miasteczka przy piwku i dobrym jedzeniu.

Drugi stop to znajomo brzmiące miasteczko Petersburg już w West Virginii w samych górach gdzie zatrzymaliśmy sie w bardzo ładnym motelu na wzgórzu, z którego rozpościerała się niesamowita panorama gór. Miejsce, w którym mieliśmy okazję odpocząć po całym dniu jazdy, popływać w basenie, rozłożyć się w wygodnym fotelu i zapomnieć o świecie wpatrując się w piękno krajobrazu górskiego. Appalachy-bynajmniej pasma, które mieliśmy okazję zobaczyć przypominały nam polskie Bieszczady.

Cel wyprawy czyli Mountainfest również nas przemiło zaskoczył. Morgantown ze wszystkich stron witał bikerów billboardami. Im bardziej zbliżajliśmy się do miejsca zlotu tym gęściej było na drogach od motocykli zmierzających w tym samym kierunku co my. Miasto zamieniło sie na cztery dni w mekkę motocyklistów. Nie było ulicy, którą nie przejeżdzałby warczący motocykl, knajpy, pod którą nie byłby zaparkowany bike. Muszę przyznać, że nie przygotowałam się wystarczająco przed wyjazdem i gdy wjechaliśmy do miasta zaskoczona byłam, że w Morgantown mieści się znany uniwersytet West Virginia University. Mnogo było od budynków akademickich co dodawało miastu uroku. Również to, że miasto ulokowane jest na górzystym terenie gdzie ulice wiją się wzdłuż pnących się w górę i w dół serpentyn stanowił atrakcję samą w sobie. Zabawa na miejscu zlotowiska była przednia, sama organizacja tak dużego zlotu godna pochwalenia. Świetna lokalizacja. Rozmieszczenie różnych atrakcji zlotu w kilku punktach bardzo pomysłowe.

Coal Bucket Saloon czyli miasto grzechu z mega barem i sceną mieścił się na szczycie wzgórza. Niżej w dolinie znajdowała się hala wystawowa, stoiska, mini bary i ogromna scena koncertowa, na której zespoły grały klasykę rocka. Jeden z nich szczególnie zapisał mi się w pamięci, był to Led Zeppelin tribute- kapela Kashmir. Nie chcę nikogo oburzyć, ale powiem bez przesady bo widziałam i słyszałam na żywo, że byli równie dobrzy jeśli nie lepsi od oryginału :) . Niesmowitym wydało mi się jak wokalista przypominał kropka w kropkę Roberta Planta, z wyglądu, z wokalu i ruchów ciała…czułam się jakbym była na koncercie Led Zeppelin.

Ze względu na to, że w sobotę wracaliśmy do domu nie mieliśmy już okazji zobaczyć sobotniej znanej gwiazdy, bandu Creedance Clearwater.

Co oczywiste nie sposób opisać wszystkich wrażeń. To czym podzieliłam się z Wami powyżej to tylko pierwiastek z całości przeżyć jakie towarzyszyły nam podczas podróży. Trzeba doświadczyć samemu by zrozumieć urok takich wypraw jaką była wyprawa na Mountainfest. Wyjątkowe podziękowania i wyróżnienie należą się organizatorowi całej wyprawy Odyssowi, bez którego nie byłoby całej fantastycznej zabawy. Szkoda, że z różnych wględów niewielu skorzystało z tak wyjątkowej propozycji z jaką wyszedł. Przy tej okazji chciałam również podziękować Jankowi za wyborne towarzystwo. Stwierdzam, że w trójkę stanowiliśmy zgraną paczkę. Na pewno znów zawitamy na Mountainfest bo warto dla śmiechu, dobrej zabawy, widoków, zapachów zielonych pól, serdecznych ludzi i jak wiadomo jazdy na dwóch kołach. Tymczasem miniona wyprawa i Mountainfest 2010 bez cienia wątpienia miło i na zawsze zapisze sie w naszej pamieci.
Pozdrawiam
Kicia
P.S. Album z wyjazdu już wkrótce w galerii!!!!

Fri
16
Jul '10

Get Set Go !!!

Wyjazd na zlot „Wild and Wonderful MountainFest Motorcycle” już za kilka dni. Komu w drogę temu Harley-a, inaczej się nie da. Oczywiście zanim dojedziemy na miejsce biby bikerskiej zahaczymy o takie miejsca jak:

1. Amiszowskie klimaty polnymi drogami Pensylwanii (PA).
2. Bar Wiejski
3. Gettysburg, PA - Obowiązkowy postój w muzeum wojny secesyjnej

4. Bar Historyczny
5. Historyczne miasto Romney

6. Bar Górski
7. Spruce Knob, VW – Najwyższy punkt w Zachodniej Wirginii

8. Bar Leśny
9. Narodowy Park Monongahela w górach Allegheny

10. Bar Kręty
11. Old Route 7 Byway
12. The Coal Bucket Saloon

14. Punkt docelowy Morgantown w WA.

Zapowiada się świetna jazda, relacje zdamy po powrocie. Pozdrowienia dla całej jeżdżącej ekipy.

Sat
12
Jun '10

Mountainfest 2010

Hey Brygada, planujcie wolne w dniach 22-25 lipca bo jedziemy na zlot motocyklowy Montainfest w Morgantown, West Virginia. W programie live bands, Custom Chopper Show, Wall of Death Show, Vintage Motorcycle Grand Prix, Classic Motorcycle Ride i wiele innych atrakcji. Zresztą sami zobaczcie co się szykuje oprócz jak wiadomo fajnej jazdy…

Thu
10
Jun '10

„Hoka Hey Motorcycle Challenge”

Jeśli masz Harley-a (V-Rod odpada), sporo wolnego czasu, kasę, twardy tyłek, wyrozumiałą żonę, lub jej brak to już za 10-ęć dni możesz wybrać się w ponad 7 tysięczno milowy rajd motocyklowy

„Hoka Hey Motorcycle Challenge”

Oprócz dźwięcznej nazwy, prawa do przechwalania, szansy na zagarnięcie pół miliona zielonych w kanadyjskim złocie oraz nie zapomnianej jazdy, czeka Cię motocyklowy maraton życia.

Trasa zaczyna się w Key West na Florydzie i prowadzi bocznymi drogami Ameryki i Kanady do miasteczka Homer na Alasce.

Więcej szczegółów na oficjalnej stronie www.hokaheychallenge.com

Gratulacje Peter !!!

Tue
8
Jun '10

10-tka w Pułaskim

Byłem, widziałem i napisałem…

Już po Pułaski, brygada z NJ dojechała na miejsce zbiórki kilka minut po tym jak cierpliwość nowo-jorskich motocyklistów dosięgła zenitu. Bez pretensji udaliśmy się w pościg. Niestety Pułaski jak Nashville i dróg dojazdowych bez liku. Pędząc przed siebie, super szosą 23 przez malownicze Catskills wyprzedziliśmy ekipę z NY o dobre kilka godzin. Jazda przednia, zero dróg szybkiego ruchu. Wiejskie klimaty i zapachy towarzyszyły nam aż do Syracuse, NY. Krótki postój w niemieckiej knajpie, przypieczętowany sznyclem i kuflem zimnego Spatena. Poźniej szybki manewr oskrzydlający i jesteśmy w Pułaski. Na miejscu powitanie, uściski i zimne piffo dla nowo-przyjeznych. Ekipa BMWiarzy jak zwykle liczna i spragniona pojedynku na słowa o wyższości sprzętu nad sprzętami. Towarzystwo entuzjastów ciężkich motocykli odpierało ataki do samego zakończenia imprezy. Dzielnie stawialiśmy opór, mimo zaciekłych ataków. Jedynie Marecki dał się ponieść propagadzie i stwierdził że marnuje życie jeżdżąc V-TWINem. Ahh każdy kiedyś błądzi :)

Jak zwykle działy się rzeczy przedziwne, wymienię bardziej znaczące zdarzenia w pod punktach. Przejrzystość zawsze wygrywa z zbitą masą tekstu.

1. Prosiak z rożna pierwsza klasa
2. Mega Ognisko
3. Zawsze znajdzie się temat taboo-kłótnia
4. “Idę po nóż, będę mordował” (Groteska w najlpeszym wydaniu, niestety tylko 3 osoby byly świadkami tego zdarzenia)
5. Wódki nie przepijesz, kupli nie stracisz
6. Jazda eksperymentalna nikogo nie przekonała..dalej jeździmy sprzętem cieżkim
7. Kac i spacer po krawędzi wodospadu nie idzie w parze
8. Jezioro Ontario robi wrażenie, zwłaszcza horyzont niezakłócony i naturalnie spokojny z kłębami pary wydobywającymi się z potężnych kominów elektrowni atomowej w Nine Mile Point :)
9. Kac leczony dobrym swoiskim ziołem poprawia samopoczucie
10. 3 najlepsze teksty wyjazdu 1 - “Bedzie rzeźnia, chłopaki spadamy” 2 – “Szukasz Szczęścia” 3 – “Poczuł kocura”
11. Droga powrotna po długim weekendzie jak zwykle brutalna

To na tyle, następny Pułaski zaliczony. 10-ta rocznica przejdzie do histrorii jako jedna z najliczniejszych i napewno udanych spotkań polskich motocyklistów w tej przyjaznej okolicy. Nawet Casimir byłby z nas dumny.

Przy okazji chciałbym jeszcze raz podziękować Koparze i reszcie brygady za świetnie przygotowaną imprezę biker-ską. Wszystkich nowo-poznanych jak i starą wiarę serdecznie pozdrawiam. Życzę wielu bezpiecznych, udanych jedno-śladowych wypadów w tym sezonie.

Sylwestro…

Thu
4
Feb '10

Ku Pamięci Wilfreda 1953 -2010