Od czego zacząć gdy tyle jest do opowiedzenia? Wyjazd do West Virginii nie mógł być bardziej udany. Pogoda wymarzona z wyjątkiem powrotu i nieznośnego upału, który nam towarzyszył. Krajobrazy zapierające dech w piersiach. Dla nich tylko warto było przejechać tyle mil. Ludzie przemili, choć obcy to jakby znajomi, tacy jakich nie sposób spotkać w naszym przeklętym kotle.
Zanim przejdę do gwoździa programu naszej wyprawy koniecznie muszę wspomnieć miejsca, które obraliśmy sobie za przystanki po drodze do celu. Pierwszy stop to Gettysburg, PA-miasto, w którym w czasie wojny secesyjnej rozegrały sie historyczne wydarzenia. Warto bylo zaliczyć wycieczkę w muzeum narodowym -pięknie utrzymanym, bogatym w cenne eksponaty centrum turystycznym i zaczerpnąć trochę lekcji historii Stanów. Oprócz muzeum, mogliśy doświadczyć scenę walki dzięki Cykloramie, jak Panorama Racławicka we Wrocławiu. Wieczór wcześniej czyli dzień, w którym dotarliśmy do Gettysburga spędziliśmy w klimatycznym pubie w samym centrum miasteczka przy piwku i dobrym jedzeniu.

Drugi stop to znajomo brzmiące miasteczko Petersburg już w West Virginii w samych górach gdzie zatrzymaliśmy sie w bardzo ładnym motelu na wzgórzu, z którego rozpościerała się niesamowita panorama gór. Miejsce, w którym mieliśmy okazję odpocząć po całym dniu jazdy, popływać w basenie, rozłożyć się w wygodnym fotelu i zapomnieć o świecie wpatrując się w piękno krajobrazu górskiego. Appalachy-bynajmniej pasma, które mieliśmy okazję zobaczyć przypominały nam polskie Bieszczady.
Cel wyprawy czyli Mountainfest również nas przemiło zaskoczył. Morgantown ze wszystkich stron witał bikerów billboardami. Im bardziej zbliżajliśmy się do miejsca zlotu tym gęściej było na drogach od motocykli zmierzających w tym samym kierunku co my. Miasto zamieniło sie na cztery dni w mekkę motocyklistów. Nie było ulicy, którą nie przejeżdzałby warczący motocykl, knajpy, pod którą nie byłby zaparkowany bike. Muszę przyznać, że nie przygotowałam się wystarczająco przed wyjazdem i gdy wjechaliśmy do miasta zaskoczona byłam, że w Morgantown mieści się znany uniwersytet West Virginia University. Mnogo było od budynków akademickich co dodawało miastu uroku. Również to, że miasto ulokowane jest na górzystym terenie gdzie ulice wiją się wzdłuż pnących się w górę i w dół serpentyn stanowił atrakcję samą w sobie. Zabawa na miejscu zlotowiska była przednia, sama organizacja tak dużego zlotu godna pochwalenia. Świetna lokalizacja. Rozmieszczenie różnych atrakcji zlotu w kilku punktach bardzo pomysłowe.

Coal Bucket Saloon czyli miasto grzechu z mega barem i sceną mieścił się na szczycie wzgórza. Niżej w dolinie znajdowała się hala wystawowa, stoiska, mini bary i ogromna scena koncertowa, na której zespoły grały klasykę rocka. Jeden z nich szczególnie zapisał mi się w pamięci, był to Led Zeppelin tribute- kapela Kashmir. Nie chcę nikogo oburzyć, ale powiem bez przesady bo widziałam i słyszałam na żywo, że byli równie dobrzy jeśli nie lepsi od oryginału
. Niesmowitym wydało mi się jak wokalista przypominał kropka w kropkę Roberta Planta, z wyglądu, z wokalu i ruchów ciała…czułam się jakbym była na koncercie Led Zeppelin.

Ze względu na to, że w sobotę wracaliśmy do domu nie mieliśmy już okazji zobaczyć sobotniej znanej gwiazdy, bandu Creedance Clearwater.
Co oczywiste nie sposób opisać wszystkich wrażeń. To czym podzieliłam się z Wami powyżej to tylko pierwiastek z całości przeżyć jakie towarzyszyły nam podczas podróży. Trzeba doświadczyć samemu by zrozumieć urok takich wypraw jaką była wyprawa na Mountainfest. Wyjątkowe podziękowania i wyróżnienie należą się organizatorowi całej wyprawy Odyssowi, bez którego nie byłoby całej fantastycznej zabawy. Szkoda, że z różnych wględów niewielu skorzystało z tak wyjątkowej propozycji z jaką wyszedł. Przy tej okazji chciałam również podziękować Jankowi za wyborne towarzystwo. Stwierdzam, że w trójkę stanowiliśmy zgraną paczkę. Na pewno znów zawitamy na Mountainfest bo warto dla śmiechu, dobrej zabawy, widoków, zapachów zielonych pól, serdecznych ludzi i jak wiadomo jazdy na dwóch kołach. Tymczasem miniona wyprawa i Mountainfest 2010 bez cienia wątpienia miło i na zawsze zapisze sie w naszej pamieci.
Pozdrawiam
Kicia
P.S. Album z wyjazdu już wkrótce w galerii!!!!




Zostaw komentarz »